Generali OFE

wtorek, 30 września 2008

Rynek przed krachem ? czyli rzecz o ochronie kapitału

Dzień dzisiejszy oddala tylko -jak myślę- egzekucje. Jak paniczny może byc rynek zobaczyliśmy wczoraj. Spadki indeksów po 8-9% stanowi ostrzeżenie tego co może nastąpić. Równoczesny krach na akcjach i surowcach to moim zdaniem prawdopodobny scenariusz najbliższych dni. Nikt nie wie co się wydarzy a rynki nie wierzą już w żadne zapewnienia i programy naprawcze. Jeśli rząd amerykański chciał wydać 700 mld. USD na ratowanie systemu bankowego to problem zadłużenia może opiewać na o wiele większą kwotę.

Moim zdaniem u nas inwestorzy żyją wciąż ułudą "Polskiej gospodarki to nie dotyczy". Subpraimowe bankructwa może i nas nie dotyczą ale spadki na giełdach jak najbardziej. Polski rynek mierzony WIG20 spadł już około 40% od szczytu w październiku 2007. Wszystkie teorie dekaplingu oraz zapewnienia ze my jesteśmy odporni na wstrząsy okazują się pobożnymi życzeniami jeśli dużo inwestorów już straciło około 40-50 wartości swojego portfela. A takich którzy weszli na rynek wiosna i latem 2007 było wielu.

Symptomatyczne było to co usłyszałem dziś oglądając polskie CNBC. Prowadzący sprawiali wrażenie jakby swoimi komentarzami chcieli podtrzymać kursy i popchać je do góry. To znaczy ze sentyment po tak dużych spadkach jest wciąż pozytywny. To oznacza wiec ze inwestorzy indywidualni są wciąż załadowani akcjami lub maja jednostki funduszy a TFI maja dużo akcji. Jeśli inwestorzy i zarządzający żyją złudą i nadzieja to gdy one prysną każdy będzie chciał w tym samym czasie sprzedać akcje. Obym nie miał racji i rynek się wybronił. Wczoraj myślę ze pękła pewna psychologiczna bariera. Jeśli indeksy mogą spaść po 8-9% to mogą spaść i 20%.

Po raz kolejny wiec okazuje się ze głównym kryterium inwestowania na giełdzie jest ochrona kapitału. Puki jest kapitał poty można odrobić straty. Jeśli portfel splituje się przez pól lob przez 3/4 to szansa ta maleje znacznie. Niedawno usłyszałem zdanie, które mi się bardzo spodobało: Stock market is not about what you can make but what you don't loose. Czyli po raz kolejny: ochrona kapitału.

No dobrze mądralo to co ma zrobić ktoś kto przetrzymał wszystkie spadki do dzisiaj, karmiony nadzieja i zapewnieniami "to nas nie dotyczy"? Myślę ze racjonalnym krokiem byłoby sprzedać przynajmniej część, aby mieć trochę gotówki. Zawsze istnieje możliwość ze rynki odbija znacznie. W tym przypadku jest to jednak ruletka. Można tez przerzucic część jednostek z funduszy agresywnych do stabilnych. Tak, oznacza to zaakceptowanie strat ale bessa nigdy nie kończyła się w takich momentach jak ten.

W ostatnia niedziele bylem na egzaminie na doradce inwestycyjnego. Dużo zadań z matematyki finansowej, trochę z prawa, instrumentów pochodnych. Wygląda na to ze zdanie takiego egzaminu przygotowuje do wielu rzeczy tylko nie do zarabiania pieniędzy na giełdzie. Wszystkie wartości godziwe akcji, modele maja się nijak do rzeczywistości gdy w grę wchodzą emocje.

Parę slow o moim inwestowaniu: Co jakiś czas konsekwentnie staram się otwierać krótkoterminowe krótkie pozycje na kontraktach. Do tej pory robie to jednak bez głowy tak ze to co zarobie oddaje na korektach do góry gdyż staram się stosować bliskie zlecenia stop loss. Przy tak zmiennym rynku otwieranie pozycji na parte dni jest dosyć trudne. Będę starał się bardzo uważnie teraz obserwować rynek aby gdy znowu pojawi się osłabienie korekty zwyżkowej zając krótkie pozycje.


czwartek, 25 września 2008

Banki Inwestycyjne w odwrocie: koniec Wall Street?

Wall Street Journal odtrąbił parę dni temu koniec Wall Street. Gazeta miała tu na myśli koniec ery Banków Inwestycyjnych oraz ich ryzykownych inwestycji dokonywanych na rynkach kapitałowych. Wraz z przekształceniem banków inwestycyjnych: Morgan Stanley oraz Goldman Sachs w holdingi bankowe nie będzie już podobnych im instytucji.

Moim zdaniem to trochę tak jakby powiedzieć ze wraz z wycięciem największych dębów w lesie żaden dąb już więcej nigdy nie wyrośnie. A przecież wyrośnie jeśli będą ku temu sprzyjające okoliczności. Tak samo będzie z bankami inwestycyjnymi. Poki co nie ma ustawy zabraniającej ich powstawanie i fakt ze te które pozostały poddają się nie oznacza ze za jakiś czas nie powstaną nowe o zdrowych finansach z ludźmi, którzy nie brali udziału w ostatniej gorączce subprimowej lub przynajmniej takich co wyciągnęli z niej dobre wnioski.
Prędzej czy później, pojawia się wiec nowe banki, nowi ludzie i znów wszystko wrodzi do normy.

Za szybko pospieszyłem się pisząc wcześniej o Lehmanie, ze rząd amerykański nie przyjdzie już więcej z pomocą. Za 700mld USD wykupione maja być wszystkie złe papiery, obecnie trzymane przez instytucje finansowe. Przywoływane są tu duże argumenty o konsekwencjach które by nastąpiły gdyby kryzys się rozszerzał. Moim zdaniem powinno się pozwolić tym wszystkim którzy złe zarządzali zbankrutować. Na rynku czeka tysiące jeśli nie setki tysięcy małych firemek i ludzi którzy na tym by skorzystali.

Jak mi się wydaje jednym z powodów tego monstrualnego wykupu jest fakt ze część aktywów przeszłaby w zagraniczne ręce. Już teraz Lehman jest kawałkowany na części które kupują Brytyjczycy i Japończycy. Prawdopodobnie przyłączyliby się do tego Chińczycy, Koreańczycy, Rosjanie oraz Arabowie czyli wszyscy ci którzy skorzystali na koniunkturze gospodarczej ostatnich lat. Do tego zad amerykański na pewno niechciałby dopuścić.

niedziela, 14 września 2008

Ostateczny Krach Systemu Korporacji ...

Bankrutuje jednen z najstarszych banków inwestycyjnych USA Lehman Brathers. Trwaja gorące negocjacje i dyskusje na temat sprzedazy calego lub czesci banku, który rozpoczynał swoją historię od handlowania bawełną 158 lat temu. Rozpoczęlo sie na bawełnie a kończy sie na nietrafionych spekulacjach na papierach opartych na nieruchomości, których rynek spada już od dwóch lat.

Tym razem wygląda jednak iż rząd amerykański nie przyjdzie z pomocą aby "uratowac"Lehmana. I bardzo dobrze gdyż to wolny rynek powinien decydowac o wzlotach i upadkach firm i korporacji. Pomaganie kolosom takim jak AIG, Lehman czy Merrill , ktore z racji błednego zarzadzania i nieliczeniem sie z ryzykiem staneły na krawędzi bankructwa to gra na krótką metę która predzej czy później doprowadziłaby do upadku całego amerykańskiego systemu lub do "zeuropeizowania" czyli socjalizowania go jak to ma wygląda obecnie w Europie zachodniej.

Dopóki wiec Państwo powsrzyma się od "przychodzenia z pomocą" doputy Ameryka pozostanie Ameryką. Krach systemu nie nastapi jesli beda ludzie sklonni brac nie tylko ryzyko ale i odpowiedzialnosc za nie. Tak wiec: bye bye Lehmanie... seems it's your time to go now ... nice having you with us for so long but there is time for everyone... looks yours is gone... bye bye

Z odchodzeniem gigantow kojarzy mi sie obraz Josepha Turnera " Ostatnia droga Tamerairie" brytyjskiego żaglowca fregaty, która po zwycieskich bitwach pod Trafalgarem 30 lat pozniej musiała odejsc i ustąpic miejsca nowym statkom wybudowanym ze stali i napedzanych weglem.


Temeraire